Aktualności


Wyjątkowa historia porodowa naszej Pacjentki

Data:
Kategoria: Bez kategorii

Mówi się, że opisując daną historię, nie powinno się już na początku zdradzać jej końca. Ale nie sposób przejść wobec tego obojętnie, ponieważ finał poniższej historii jest wyjątkowo szczęśliwy.

Ta historia będzie długa, ale warto ją przeczytać ku pokrzepieniu serc. Jeśli to czytasz, to mam nadzieję, że nasza historia pokaże Ci, że zawsze warto walczyć o marzenia. Nie wolno się poddawać ani przestawać wierzyć. Tak, dokładnie wierzyć… i marzyć. Dla nas marzeniem było zostać rodzicami. Ale zacznijmy od początku…

Rok 2022 – na całym świecie ludzie zaczynają wracać do normalności po koronawirusie. Życie zaczyna toczyć się normalnym torem.

Właśnie wtedy zdecydowaliśmy z mężem, że będziemy starać się o potomka.

W tym czasie myśleliśmy: na pewno wszystko szybko i łatwo nam się uda. Bo przecież co mogłoby pójść nie tak? Jesteśmy młodzi, zdrowi, nie było w naszych rodzinach żadnych problemów z płodnością. Myśleliśmy, że to karta przetargowa, coś ala immunitet do zajścia w ciążę.

Niestety nie, myliliśmy się. Starania o dziecko nie trwały długo, bo już końcem lutego 2022 test ciążowy pokazał nam dwie kreski.

Pamiętam ten dzień jakby to było dzisiaj. Ten jeden wypragniony, wybłagany dzień. Ten jeden.

Było to o godzinie 6 rano, wstałam jak gdyby nigdy nic, chcąc szykować się do pracy. Wtedy zobaczyłam dwie kreski. Jaka była moja reakcja? Najpierw spojrzałam na test milion razy, a następnie z niespotykanym wcześniej uśmiechem na twarzy i przeogromną wiara pobiegłam do męża.

Obydwoje byliśmy w szoku a jednocześnie w tym czasie nie było na świecie szczęśliwszych osób od nas.

Pamiętam, że pomyślałam wtedy: taaaak, będę najlepsza mamą, jaka tylko mogę być.

Niestety nie byłam wówczas świadoma wielu rzeczy, które dotyczą ciąży.

Następnego dnia pobiegłam rano do punktu pobrań krwi, aby wykonać badanie betaHcg oraz progesteron.

Po kilku godzinach były wyniki. Wiedziałam, że wynik betaHcg wskazuje ciążę. Młodą ciążę.

Dwa dni później zrobiłam kolejne badania. Te same, aby sprawdzić czy poziom betaHcg poprawnie wzrasta oraz czy progesteron utrzymuje się na dobrym poziomie.

I tutaj łzy w oczach pojawiły się natychmiast po odczytaniu wyników.

BetaHcg po dwóch dniach zamiast rosnąć – malała. Poziom progesteronu również. Szybko wpisałam w przeglądarkę internetową – spadek BetaHcg co oznacza. Wszystko stało się jasne. Nie utrzymałam ciąży.

Był to 6 tydzień od dnia ostatniej miesiączki. Ktoś może powiedzieć: to nie była wcale ciąża. Otóż – sprzeciw! To była ciąża, to był początek nowego życia…. Życia, które straciłam tak szybko, jak dostałam szansę, aby je stworzyć.

Nie umiem nawet słowami opisać tego, co wtedy czułam. Pamiętam, jak bardzo płakałam. Wrzeszczałam. Nie umiałam się z tym pogodzić. Nie mogłam tego zrozumieć. Ciąża biochemiczna? Poronienie samoistne? Jak to?! Dlaczego to spotkało akurat nas? Dlaczego takie skrajnie okrutne rzeczy spotykają kogokolwiek?! W głowie pytań kumulowało się milion. Odpowiedzi? Zero! Tak, zero!

Wtedy moim największym wsparciem i jednocześnie ostoją okazał się nie kto inny, jak mój mąż. Zachował się dojrzale, odpowiedzialnie i przede wszystkim pokazał mi, że to NIE BYŁA MOJA WINA.

Dużo ze mną rozmawiał, chciał słuchać, gdy mówiłam mu o moich emocjach, bólu i braku zgody na to, co się wydarzyło. Niby nic, a jednak coś. Rozmowa. Osoba, która doświadczyła straty, jakiejkolwiek – potrzebuje znaleźć się wśród osób, które życzliwie będą chciały wyciągnąć pomocną dłoń. Oczywiście, są też tacy, którzy w ciężkich momentach wola zostać sami.

Niemniej jednak każda taka osoba, w tym ja – potrzebuje mieć poczucie, że to NIE ONA POPEŁNIŁA JAKIŚ BŁĄD.

W dzisiejszym świecie dużo mówi się o założeniu i powiększaniu rodziny. W mediach społecznościowych wszędzie na reklamach czy w serialach widać uśmiechnięte małżeństw z dziećmi. Bez problemów, bez żadnych rozsterek. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Brutalna. Ale o tym się nie mówi. Dlaczego?! Ludzie nie potrafią mówić o swoich emocjach i uczuciach w sposób otwarty, szczególnie jeśli są to złe uczucia. Nikt nie chce przyznać się do tego, że w jego życiu wydarzyło się coś złego. Wstawia zdjęcia na media społecznościowe z wakacji, urlopów – z uśmiechnięta twarzą, tylko po to, aby nikt inny nie zorientował się, że głęboko tej osoby jest ogromny żal i ból. Udajemy przed innymi kogoś, kim nie jesteśmy. Tworzymy wykreowany świat, z którym zmierzenie się, może być ciosem.

Mijały dni, tygodnie i miesiące.

W tym czasie lekarz ginekolog stwierdził, że muszę suplementować progesteron. I to było wszystko, co zalecił. Progesteron miał być lekarstwem na każde zło.

Nie musiałam zbyt długo żyć z tą myślą, ponieważ w sierpniu 2022 zaszłam w drugą ciążę.

Wtedy test ciążowy wywołał u mnie zupełnie inne uczucia, niż w lutym. Byłam szczęśliwa widząc dwie kreski, a jednocześnie przerażona, że stracę ciążę ponownie. W głowie tłumaczyłam sobie: nie stracisz ciąży, przecież bierzesz progesteron – złoty lek na wszystko.

I tutaj znowu historia zatacza kółko.

Następnego dnia biegnę zrobić betaHcg i poziom progesteronu. Jaka była moja radość, gdy okazało się, że teraz beta jest wyższa niż przy pierwszym pomiarze w lutym. Progesteron niestety nadal niski, ale oczywiście tłumaczyłam to tym, że poziom tego konkretnego leku nie wychodzi w badaniach krwi.

Nic bardziej mylnego, o czym przekonałam się już dwa dni później. Beta znowu spadła, a progesteron był w zasadzie niezauważalny.

To znowu się stało! Znowu to samo! Straciłam druga ciążę! I tutaj po tej starcie zaczyna się totalna wariacja emocjonalna. Psychicznie byłam wykończona. Nie umiałam sobie poradzić z tym wszystkim. Nie docierały do mnie słowa najbliższych, nie umiałam pogodzić się z tym, że poroniłam drugą ciążę. Można tylko wyobrazić sobie, co dzieje się w głowie 28 letniej kobiety, która w ciągu kilku miesięcy traci dwie upragnione ciążę.

Nie było łatwo. Rzekłabym nawet – było wyjątkowo ciężko.

Ale do czasu…

W 2023 roku pewna bliska mi osoba powiedziała, że zna lekarza, który pomaga kobietom z problemami niepłodności. Dostałam wszystkie namiary na niego, zadzwoniłam i umówiłam się w czerwcu na wizytę. I tutaj zaczyna się ta lepsza cześć historii. Ten lekarz (naprotechnolog) to człowiek, który holistycznie spojrzał na nasz problem niepłodności.

Zlecił szereg badań, w tym także badania genetyczne, ale także skupił się na naszym dobrostanie w życiu. Musieliśmy mieć pewność, że nie przeoczymy niczego, co mogloby mieć wpływ na nasze poronienia. Wszystkie badania wychodziły nam wspaniale. Nie wykryto żadnych problemów.

Pamiętam jak na pierwszym spotkaniu lekarz powiedział nam, że nie obiecuje że dokona cudu, jeśli by się okazało, że problem jest głęboki – ale dodał, że czuje, że na jesień zadzwonię do niego i powiem: Panie Doktorze, jestem w ciąży.

Teraz zastanawiam się, jak on to przewidział? 🙂

Przecież właśnie 10 października 2023 zadzwoniłam do niego i oznajmiłam: Panie Doktorze, jestem w ciąży.

I tutaj zadziała się magia. Od razu bez zastanowienia wdrożyliśmy odpowiednie leki, które docelowo miały pomóc mi utrzymać ciążę.

Lekarz niemal z prędkością światła działał, abym nie przeżyła po raz trzeci wielkiej tragedii.

Ciąża była dla mnie zarówno ciężka, jak i łatwa. Ciężka pod względami psychicznymi. Kobieta, która doświadczy straty już nigdy nie będzie miała wizji ciąży jako piękny i magiczny czas. To zawsze będzie ogromny stres, płacz, lęki i niesamowicie wysoki strach o dziecko. Tak też było u nas. Ciężko znosiłam ciążę pod względem psychicznym. Ale wtedy znowu jedna osoba okazała się moim Aniołem Stróżem. To mój mąż.

On był przekonany, że tym razem wszystko się uda. Miał w sobie tyle pokładów wiary i energii, że dzielił się nimi ze mną.

Nasza ciąża była fizjologiczna, nie działo się nic złego ale i tak każdego dnia umierałam z niepokoju.

Aż do 12 czerwca 2024, gdzie o godzinie 9:09 przyszła na świat nasza perełka.

To właśnie wtedy dla nas świat stał się piękniejszy. Zostałam mamą. A mąż został tatą. Dzięki wspaniałym lekarzom w Wadowickim Szpitalu, powitaliśmy na świecie nasza córkę Maję. Urodziła się z wagą 4230g i mierzyła 55cm 🙂

Pierwsze spojrzenie w oczy naszej córeczki zapamiętamy do końca życia.

Można byłoby to podsumowywać wieloma słowami, ale myślę że wystarczy tylko gdy napiszę, żeby każdy z Was pamiętał, że nie wolno się poddawać! Nigdy nie traćcie nadziei i żyjcie tak, aby Wasza rzeczywistość wyprzedzała Wasze marzenia.

My jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, że się nie poddaliśmy i efekt tej walki teraz słodko śpi obok nas.

Dziękujemy całemu personelowi Wadowickiej Porodówki – to dzięki Wam będę pięknie wspominać pobyt w szpitalu. Ciepło i wsparcie, jakie otrzymałam od Pań Położnych nie da się opisać z niczym innym.

Chcieliśmy podziękować w szczególności:

Pani Gabrysi – która okazała się kimś więcej niż położną, okazała się bratnią duszą i dla nas i dla Mai..

Pani Julii – dzięki której pierwsze godziny po cesarskim cięciu były po prostu lżejsze, a pionizacja stała się czymś prostym i bezbolesnym.

Na wyszczególnienie zasługuje cały Oddział Noworodków. To właśnie tam spędziłyśmy z Mają dużo czasu, a Panie Położne to kobiety o złotych sercach. Umiały doradzić, pomóc, wesprzeć. Rzadko kiedy spotyka się takie osoby, których praca jest pasją. A tak właśnie jest z tymi Paniami Położnymi. Taka radość i optymizm, jaka od nich bije jest czymś wyjątkowym. Czułam, że Maja będąc pod ich opieką – była po prostu bezpieczna. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie musiałam się o nic bać. O nic.

Dziękuję Pani Grażynce, która okazała mi ogromne wsparcie, nauczyła jak przystawiać dziecko do piersi, pomogła nauczyć się pielęgnacji maluszka i wdrożyła mnie we wszystkie tajniki opieki nad moim skarbem, dając przy tym naprawdę cenne rady. Kobieta – Anioł.

Nie możemy zapomnieć o wspaniałej Pani Neonatolog Monice. Dzięki niej już od pierwszych chwil po wyjściu z sali operacyjnej wiedzieliśmy wszystko o stanie swojej córki. Wiedzieliśmy, że to, co zostało nam przekazane jest skrupulatnie sprawdzone.

Maja nie przyszłaby na świat gdyby nie zespół wspaniałych lekarzy, którzy byli obecni podczas cesarskiego cięcia. Rana po cięciu zszyta idealnie, atmosfera podczas operacji naprawdę wyjątkowa.

Pomimo strachu, czułam, że jestem w najlepszych rękach.”

Powyższa historia nie wymaga komentarza. Cieszymy się, że możemy towarzyszyć Wam w narodzinach Waszych małych cudów! 🩷

Scroll Up